Może być na stałe zamknięty
Brak informacji o godzinach otwarcia
Zaktualizowano 3 lata temu
Może być na stałe zamknięty
Jeśli lubisz kuchnię Polski, to ta restauracja jest warta odwiedzenia. Spróbuj dobry pierogi i smaczny zupa. Czas na degustację pyszny ale z dobry wino.
Uczynny personel w Max mogą zademonstrować, jak bardzo doceniają swoich klientów. Spektakularny usługa jest kolejnym ważnym atutemWiększość czasu to miejsce zapewnia ci fajny Atmosfera. Ta restauracja uzyskał 4.4 w systemie ocen Google.
Często wspominane w recenzjach
Opinie odwiedzających o Max
/ 4
Dodaj swoją opinię
Polska, Europejska, Grill
$$$$
Zakres cenowy na osobę
PLN 20-PLN 80
© OpenStreetMaps
contributors
Adres
Al.Korfantego 105, Katowice, Silesian Voivodeship, Polska, 40-161
Cechy
Akceptowane karty kredytowe
Rezerwacja
Siedzenia na zewnątrz
Wi-Fi
Parking
Dostęp dla wózków inwalidzkich
Zgłoś nieprawidłowe informacje
Otocznie Maxa nie porywa, a w rzeczy samej odstrasza. Stary, odrapany budynek i stacja BP tuż obok. Kiepsko, trzeba przyznać. W środku - przepych, splendor i wykwintna elegancja tyle tylko, że z przełomu stuleci. Ewidentnie czas na gruntowny remont.
Tym niemniej obsługa nienaganna. Pan Kelner ze szmatką przewieszoną przez rękę. Uprzejmy, profesjonalny. Miło bo to już od dawna rzadkość w polskich restauracjach.
W menu króluje dziczyzna i kuchnia arabska (sic!) Pan Kelner szybko spieszy wytłumaczyć, że to pomysł szefostwa aby co miesiąc innej kuchni narodowej oddawać honor.
Pomysł przyjemny i godny polecenia. Gorzej z wykonaniem.
Humus miał tyle wspólnego z oryginałem ile jeleń z krową. Niestaranie przetarta pasta z cieciorki i do tego zimna bo wyciągnięta z lodówki. Przepraszam panowie, ale nic tu się nie zgadza. Ani kolor, ani smak i tym bardziej konsystencja. Polecam warsztaty w Tel Awiwie - bilet kosztuje mnie niż posiłek u Was :).
Skoro dziczyzna to setek z Jelenia. Hmm ... miał dziwną skórkę. Sprawiała wrażenie odgrzewanej, a to niemożliwe. Stek był krwisty czyli surowy w środku! Towarzyszący mu sos pieczeniowy z wciepniętymi ziarnami pieprzu - o tak słowo wciepnięte bardzo tu pasuje - nie zachwycał a do tego był ledwo ciepły. Danie nie warte 50 złotych, zwłaszcza, że ryż był ... niedogotowany.
Już miałem zniesmaczony wychodzić gdy Pan Kelner przybiegł z falafelem. Ach tak przecież zamówiłem go jako przystawkę - przypomniałem sobie. Postanowiłem pro forma spróbować.
I całe szczęście. Mało udany wieczór w jednej chwili zamienił się w objawienie. Doskonały, świeżo smażony kotlecik z grochu podany wraz z piekielnie ostrą salsą paprykowo-pomidorową był po prostu rewelacyjny. Aż poprosiłem o spakowanie na wynos :).
I tylko taka refleksja pozostała czy jedno wspaniałe danie wystarczy do obrony całości?
Dziczyzna, falafele i obsługa w starym stylu. Dawno mnie tu nie było. W zasadzie byłem tu raz prawie 10 lat temu. Zapamiętałem jednak, że było smacznie. Czas się nadarzył razem z okazją i zawitałem tu ponownie.
Otocznie Maxa nie porywa, a w rzeczy samej odstrasza. Stary, odrapany budynek i stacja BP tuż obok. Kiepsko, trzeba przyznać. W środku - przepych, splendor i wykwintna elegancja tyle tylko, że z przełomu stuleci. Ewidentnie czas na gruntowny remont.
Tym niemniej obsługa nienaganna. Pan Kelner ze szmatką przewieszoną przez rękę. Uprzejmy, profesjonalny. Miło bo to już od dawna rzadkość w polskich restauracjach.
W menu króluje dziczyzna i kuchnia arabska (sic!) Pan Kelner szybko spieszy wytłumaczyć, że to pomysł szefostwa aby co miesiąc innej kuchni narodowej oddawać honor.
Pomysł przyjemny i godny polecenia. Gorzej z wykonaniem.
Humus miał tyle wspólnego z oryginałem ile jeleń z krową. Niestaranie przetarta pasta...